Stoliczku nakryj się – o freeganiźmie i biedzie

Nie wiem czy jestem freeganką, po prostu czasami korzystam z dobroci kontenera. Przyglądam się temu, uczę się i szanuję innych ludzi. W śmietnikach sklepowych ląduje masa dobrej do spożycia żywności: koniec terminu ważności, jeden pomidor z całej paczki jest zepsuty, opakowanie się zniszczyło itd.  Trzeba wiedzieć gdzie iść, ale to nie problem prostu obserwuje mijane śmietniki i wiem które są zamykane, a które nie. Zaglądam do nich bez względu na to czy jest dzień czy noc.

W śmietnikach spotykam różnych ludzi. Zacznę od tych których nie lubię najbardziej czyli menele – pijacy. To oni zazwyczaj rozgrzebują śmietniki tak, że zostaje bałagan. Potem z żywnością idą pod rynek, gdzie sprzedają produkty. Póki co nie jest tak źle gdyby nie to, że wielu z tych ludzi nie szanuje innych. Za pieniądze zarobione w ten sposób kupują flachę bądź innego vip-a. Obsikują publiczne tereny wcale się z tym nie kryjąc i są chamscy dla otoczenia. Nie lubię tego naprawdę. Największą szkodę jaką Ci ludzie wyrządzają społeczeństwu to błędny obraz prawdziwego problemu ubóstwa w Polsce.

Najczęściej jednak spotykam po prostu ludzi biednych, którzy znajdują dla siebie czy też znajomych różne rarytasy. Zauważyłam, że najmniej ich interesują warzywa. Są mili i uprzejmi, chcą się dzielić tym co znajdą. Ja chodzę tylko po warzywa i owoce i troszkę nie pojmują, że nic innego nie potrzebuję do szczęścia. W jednej ręce zazwyczaj mają latarkę, drugą szukają dobrych produktów. Nie używają rękawiczek, mają swoje torby specjalnie przygotowane na tego rodzaju “zakupy”.

 

Są, też takie osoby jak ja. Chcę zaoszczędzić na kupowanej żywności, ale poszukiwanie jedzenia w kontenerach nie jest mi niezbędne do przeżycia. Tak kieruje mną też bunt dla sytuacji na świecie. Tak zwane feegaństwo uświadamia mi wielopoziomowość problemu żywności.

Przeraża mnie to, że wiele osób w naszym kraju korzysta z wyrzucanego jedzenia ponieważ ledwo wiążą koniec z końcem. Nie dlatego, że są pijakami. Sytuacja każdej osoby jest inna więc nie będę dalej uogólniać.

Zostawiam wam ten szkic myśli.

  • Osobiście nie mam odwagi, podziwiam, bo w sumie w ten sposób ratuje się sporo dobrego jedzenia. Też uważam, że to przykre, że dla niektórych to konieczność…

    • Jak myślę o tym marnotrawstwie i całym sposobie dystrybucji żywności to się we mnie gotuje. Myślę, że jest dużo osób ratująch jedzenie w ten sposób w wyniku sytuacji życiowej